sobota, 8 grudnia 2018

Smutek

Trudny mamy teraz czas,
nasza ukochana Kicia zaginęła 12 dni temu i nasze poszukiwania nie przynoszą ratunku,
poszukiwania, ogłoszenia, wrzucanie listów do skrzynek, poszukiwania w sieci, u weterynarzy, w schroniskach, nic...
strasznie jest nie wiedzieć co się wydarzyło, myśli po głowie chodzą potwornie bolesne,
w takim miejscu jak nasze, otoczone polami, łąkami, lasami...
nasza Kicia zawsze wracała, od 13 lat, umiała znaleźć drogę z każdego zakątka,
płaczę, że mogła zostać zraniona, że schowała się w jakiś bezpieczny kącik i nie miała sił go już opuszczać,
płaczę przy każdej mroźnej nocy,
jest mi potwornie smutno i złości jest we mnie wiele,
i na samą siebie, że nie miałam żadnych przeczuć - tyle człowiek ma czasem przeczuć dziwnych, które na nic się nie zdają, a gdy trzeba było mieć jedno w porę - ono się nie pojawiło,
gdybyśmy tamtego wieczoru nie wypuścili jej na spacer... nie stałoby się.

Jeszcze czekam, jeszcze żyję nadzieją, wydzwaniam do schronisk, może jednak, może ktoś, gdzieś ale wiem też, że my na wsi mieszkamy, wokół łąki, lasy, pola, zawsze je lubiłam a teraz widzę w nich same kryjówki i tę, do której nie trafiłam, bo jest ich zbyt dużo... przeszukałam wiele ale tam Kici nie było

moje Maleństwo pewnie jest w którejś... ale jej nie znalazłam...

Mieliśmy do niedawna wspaniałego psa, Rasela, przyjaciela, druha naszych dzieci od urodzenia, razem z Kicią towarzyszyli im w dzieciństwie, i On odszedł i teraz Kicia zaginęła, jest mi strasznie, strasznie smutno...

tacy byli, cudowni, i dla siebie nawzajem wspaniali, i dla nas







jeszcze czuję na skórze zimny nosek Kici jak wtulała mi go w rękaw,
wydaje mi się, że słyszę Ją jak schodzi po schodach albo wskakuje na umywalkę,
wydaje mi się, że słyszę jak wyciąga się na plecach na podłodze, zawsze to uwielbiałam




... tak pusto bez niej,
bez nich...








uczyła Oleńkę chodzić...











niedziela, 25 listopada 2018

Nasza zrównoważona dieta - ciekawostki


    Mija trzeci tydzień naszej diety i powolutku sobie wszystko układam - co i jak pasuje nam najbardziej, z czym mamy szansę pójść do przodu, a co zdecydowanie nam nie leży.

Dieta musi być skrojona na miarę, by mogła trwać :)

Po drodze wyczytałam kilka ciekawostek i wplotłam je w nasz program:


  • wspaniałym pomocnikiem w diecie jest roślina: babka - kosztuje grosze, a jej nasiona i łuski pęcznieją tak bardzo po zalaniu wodą, że z powodzeniem z każdej chudej owsianki czy szejka czynią tęgie danie - próbowałam babki jajowatej, babki płesznik (są bez smaku, właściwie przyjmują smak potrawy) i jako źródło błonnika, który pomaga uzyskać wrażenie sytości przy niewielu kaloriach, sprawdzają się rewelacyjnie (podobnie chia ale chia pęcznieją dłużej, trochę mi to nie leży, choć lubię ich "pękające"wrażenie na języku :)


  • wyczekiwany spadek ochoty na cukier wreszcie przyszedł, a wraz z nim spokój (ducha, myśli, wszystkiego ;) - nie odmawiamy sobie cukru całkowicie ale mocno go zredukowaliśmy i zastąpiliśmy: pomagają nam banany, słodziki, gruszki / najważniejsze, że po 3 tygodniach nie ma już tego głodu na cukier, który był na początku, więc i zastępowanie nie jest takie częste,


  • wspaniałym pomysłem obiadowym okazało się zapełnianie talerza warzywami - niby banalnie prosta rzecz ale dopiero gdy zaczęliśmy to stosować, okazało się, że naprawę działa - na talerzu obiadowym kładę kalafiora, paprykę, ogórki - generalnie to co znane, smaczne a mało kaloryczne i gdy już to zjemy, mało miejsca w brzuchach zostaje na te bardziej tuczące rzeczy: mięso czy ryż :)

  • uświadomiłam sobie, że całkiem smacznie można gotować bez tłuszczu i znalazłam dwie inspiracje: pierwsza to smażenie na patelni przy pomocy papieru do pieczenia (próbowałam już naleśniki oraz wrapy wylewane na papier i wyszły całkiem fajnie), druga inspiracja to placki ziemniaczane z piekarnika (są fantastyczne: starte surowe ziemniaki, jajko, pieprz, sól, odrobina mąki i to wszystko na papier na blachę do temperatury 180 stopni / około 40 minut - mało kalorii, a chrupkość i smak cudowne :)


  • przeprosiłam się z kuchennym kombajnem z garażu, który dostaliśmy na ślub (jest duuży, a ja w kuchni lubię jedynie małe pomoce, takie co łatwo można umyć i schować, niestety nasz robot zajmuje sporo miejsca), trzeba jednak przyznać, że z jego pomocą tarcie marchewki, ziemniaków czy buraków zajmuje sekundy - jednym słowem kombajn zostaje w kuchni (nie zawsze minimalizm idzie w parze z dietą ;)


  • wróciliśmy do białka - nie przesadzamy ale ponieważ organizm długo je trawi i długo jest pojedzony - doceniamy (prawda jest taka, że w czasach "bezdietnych" jedliśmy bardzo mało białka, gdyż za nim nie przepadamy - co innego, gdy można go wypić w postaci bananowego szejka (mój ulubiony) / wiem, że białko ma po Dukanie złą sławę ale jako element zrównoważonej diety powinno być :) 



Tyle przychodzi mi dziś do głowy.
Cieszy mnie ta dieta (płynę jeszcze na fali entuzjazmu) i bardzo zadowolona jestem, że wybraliśmy plan warzywny - jedząc je do każdego posiłku nie jest się w ogóle głodnym (inna rzecz, że trzeba sobie potrawy urozmaicać i często zmieniać, gdyż się nudzą).

Są zatem plusy i minusy ale idziemy do przodu :)


co jeść na zrównoważonej diecie



***
Nasze ostatnie radości - wpis na drugim blogu:


dostaliśmy pozwolenie na budowę :)

wtorek, 20 listopada 2018

Jesteśmy na diecie i nie jest łatwo


Czy mogę sobie tu troszkę ponarzekać? :)
Przeszliśmy na dietę - ja i K. (dzieci nie, szczęściarze ;) i jest mi trochę niewesoło :/


photo: pixabay.com
Nerwowa jestem znaczy się, trudno mi się wyciszyć  


Nasza dieta ma dwa cele:
- trochę schudnąć
- przerzucić się na zdrowe odżywianie - więcej warzyw, zwłaszcza surowych, mniej cukru, więcej ruchu.


Powiem, że nie jest lekko,
podeszłam do tematu ambitnie i wystartowałam z dietą pudełkową "by me" (do pracy zamiast kanapek - pudełka z sałatkami, ryżem, jajkami, kurczakiem, różnie) - ale już zdążył mi dopiec jej główny minus: trzeba wstawać wcześniej (ciemno wszędzie, głucho wszędzie) i o 4.30 lub 5-tej szatkować sałatę, rzodkiewki, kalarepkę itp. Kosztuje mnie to niebotyczny wysiłek. Od razu powiem nie chcemy kupnej diety pudełkowej ze względów budżetowych.

Lament nr 2 - czuję się jak w zespole odstawiennym - ja, która kochała zjeść sobie coś słodkiego po południu, jakieś ciasteczko do herbaty, czekoladkę - teraz, po odstawieniu cukru, patrzę łakomym wzrokiem na szafkę, śni mi się ona po nocach, jak się zakradam ;)
poza tym czuję wewnętrzny niepokój, no na głodzie jestem, ni mniej ni więcej :/

niby mam jakieś zamienniki ale to nie to samo,
poza tym, ileż się w kuchni robi bałaganu! - rano przed świtem to nieszczęsne szatkowanie (próbowałam przygotowywać wieczorem ale sałata nazajutrz była oklapnięta i niezbyt kusząca, pomidory też),
i wracając z pracy mam huk sprzątania,
zamiast spocząć sobie komfortowo w moim nowym fotelu, siedzę sobie niekomfortowo, bo ten bałagan mnie mierzi,
więc wstaję i sprzątam,
po to, by za chwilę znów sobie nabałaganić, bo głód woła o coś, choćby kolejną sałatkę,
i tak w kółko z tym bajzlem, gr.

Więc zespół odstawienny, bajzel i wstawanie o porze, o której koguty obracają się dopiero na drugi boczek,
tak mam.

Lecę, tak chciałam się tylko pożalić.
Może ktoś też przeszedł niedawno na dietę "przedwakacyjną" (w listopadzie ;) i chciałby podzielić się otuchą, tudzież jej brakiem ;)
Pozdrawiam :)

niedziela, 11 listopada 2018

Co u nas słychać w listopadzie?


Staramy się zwalniać,
jesień nastraja ku temu więc podłapujemy łagodny rytm i leniuchujemy kiedy się da :)
choć w miarę możliwości aktywnie (ta pogoda! - czy ktoś kiedyś widział TAKI słoneczny listopad?)

- u nas na łąkach nadal kwitną bławatki i rumianek - jeździmy rowerami po wiejskich dróżkach i nasycamy nimi oczy - czasem zatrzymujemy się, by poszurać w liściach :)












- przy okazji spalamy kalorie :) - zaczęłam niedawno dietę więc te rowery mają też odchudzający cel ;) (nic wielkiego z tą dietą, ot, redukcja pieczywa, masła, słodyczy oraz - jak to się mówi teraz ładnie - tonic activity - więcej ruchu "przy okazji" (moją inspiracją jest Oleńka, która nawet jak siedzi to macha nogami, jak chodzi to tańczy, a jak stoi to podskakuje lub robi przebieżkę w miejscu - jest wygimnastykowana, szczuplutka i rusza się non stop :) ( w przeciwieństwie do mnie, która kocha fotel)

- a'propos foteli - pozbyliśmy się naszych starych, malowanych przeze mnie ;) i przez chwilę mieliśmy miły minimalizm na parterze :) było cudnie choć trochę mało wygodnie ;) (ostatecznie skorzystaliśmy z wyprzedaży ostatnich "legendarnych" foteli Jennylund z Ikea w moich wymarzonym białych pokrowcach) (już szyję im zastępstwo :)




- wieczorami jeździmy sobie czasem tramwajami, by popatrzeć na miasto nocą (nasz Synuś uwielbia)
- oglądamy też domowe filmy z tego kończącego się roku i wymyślamy jakie jeszcze "musimy" nakręcić (film o Kici, która wraca ze spaceru cała w nasionach chwastów, potem film o lepieniu pierwszego bałwana itp.)
- przy kuchennym stole wybieramy zdjęcia do wywołania i przygotowujemy albumy pod choinkę,
- robimy członkom rodziny listy marzeń - by Mikołaj miał rozeznanie ;)
- robimy także listy maleńkich wymarzonych prezencików - takich, które będą później pasowały do codziennych przegródek w kalendarzu adwentowym (niektóre z nich to vouchery, np.: voucher na masaż po plecach, voucher na naleśniki z nutellą, voucher na dzień wolny od matmy itp.)
- w Andrzejki planujemy jak co roku lanie wosku, teatrzyk cieni i dużą szklaną misę z losami - tymczasem je przygotowujemy (typu: "Lada dzień ubierzesz koszulkę na lewą stronę", "Niespodziewanie usiądzie na Tobie biedronka", "Przed Tobą tydzień zmierzwionej grzywki", "Spodziewaj się kota, który zamiauczy tylko dla Ciebie", "Spotkasz wkrótce ślimaka bez muszli - uważaj na niego, bo może być w złym humorze ;)" - takie głupotki :)
- wieczorami włączamy też czasem naszą dyskotekową lampę, która robi kolorowe efekty na suficie i tańcujemy do muzyki
- wymyślamy dla członków rodziny napisy do łakoci typu: "zjedz mnie, gdy spadnie Ci cukier ;)" i szykujemy im zapas na zimę
- powoli zaczynami już puszczać sobie amerykańskie świąteczne przeboje - to nic, że za wcześnie, my lubimy ;)
- robimy ogniska, palimy liście, przy okazji zapraszamy gości i smażymy kiełbaski
- i uczymy się - tak, tymczasem szczególnie intensywnie historii, biologii i informatyki, gdyż będziemy próbowali zdać je już w grudniu,

tak mija nam listopad miło,
oby ta pogoda utrzymała się jeszcze :))

Pozdrawiamy!



sobota, 27 października 2018

Deser pod tęczą i dobre wieści

To był intensywny tydzień :)
Nasze plany działkowe posunęły się znacząco do przodu i wydarzeń i radości było w bród :)

blog nad morzem

mieliśmy piękną tęczę - może to zapowiedź kolejnych pozytywnych informacji?
oby :) oby :) - mamy jeszcze ostatni dokument do otrzymania:


wyłączenie gruntu z produkcji rolnej


Kicia świętowała dobre wieści na swój sposób, a Ola jej oczywiście na wszystko pozwalała ;)


odrolnienie działki




dom nad jeziorem



Więcej szczegółów o naszej działce i odrolnieniu na naszym drugim blogu:


blog VYSPA - jak krok po kroku przygotowujemy się do zakupu działki nad morzem


Miłego weekendu!

poniedziałek, 22 października 2018

Wdzięczność

Post ku pamięci - o zwykłym niezwykłym dniu, który - bądź co bądź - budzi we mnie szacunek do ciała, w jakim przyszło mi żyć :) I wdzięczność za zdrowie. Nie często myślę w ten sposób ale dziś byłam multizadaniowcem i naprawdę powinnam być memu body wdzięczna :)

pobudka 5.00, skrobanie szyb, wyjazd do pracy po ciemku jeszcze,
krótka dniówka choć intensywna i powrót do domu,
nauka z dziećmi, potem wspólny wyjazd do mieszkanka, w którym popękał sufit - rozrabianie gładzi gipsowej, szpachlowanie na drabinie, malowanie przy okazji w kilku miejscach,
powrót do domu, po drodze szybkie zakupy,
potem w domu chwila na oddech i wyjście do ogrodu,
tam - koszenie trawy wzdłuż płotu i sadzenie kilku drzew (jesień w końcu, a mi się marzą czerwone dęby w ogrodzie)
- koszenie akurat dziś, gdyż jutro ponoć załamanie pogody,
kopanie dołków pod drzewka, sadzenie, dosypywanie ziemi, przy okazji zbieranie nasion z resztek kwiatów,
po pracach ogrodowych - gotowanie obiadu dla dzieci: kurczak, ziemniaki, ogórek,
po obiadokolacji - praca, dostałam prośbę o pilną opinię, trzeba było usiąść i napisać,
teraz jeszcze tylko prasowanie ubrań na jutro i można pójść spać :)

K. się śmieje, że słyszał, że przy pracy umysłowej prace fizyczne to taki odpoczynek ;)



niedziela, 21 października 2018

Śniadanie w ogrodzie - sesja jesienna i sadzenie tulipanów


Poprosiłam K. by poszedł po szczypiorek do twarożku do ogrodu (rośnie u nas gdzie chce, po latach rozsypał się po najdziwniejszych kątach),
K. wrócił z dużym pękiem ale nic w nim prawie nie było szczypiorkiem ;)
- żartuję sobie z niego, że chyba chce nam sprawić "jesień kuchni fusion",
może uważa, że pora otworzyć się na nowe smaki ;)








On natomiast żartuje sobie ze mnie, a dokładnie z moich zakupów - 100 cebulek białych tulipanów Hakuun - piękne, dorodne okazy - według K. tuczę tylko nasze krety i wiosną będą przypominać borsuki ;)




mimo wszystko może coś wzejdzie :)




jestem dobrej myśli :)



dziś na przemian sadzę i fotografuję,
bawię się filtrami,
a potem wracam i sadzę,
dużo pracy ale taki czas,
pocieszam się - ile to kalorii spalonych! ;)

Miłego tygodnia! :)

poniedziałek, 15 października 2018

Edukacja domowa - jesienne foto-migawki

Cieszymy się pogodą i podróżujemy,
w podręczniku do geografii mamy rozdział: Wyżyna Śląska
- wsiadamy zatem w pociąg i zaznajamiamy się z Wyżyną na żywo ;)



blog o nauczaniu domowym DOM NAD JEZIOREM




blog o nauczaniu domowym DOM NAD JEZIOREM




edukacja domowa - nasze dzieci nie chodzą do szkoły




dom nad jeziorem blog o nauczaniu domowym


przy okazji mamy wielkie kasztanobranie :)


dom nad jeziorem blog - edukacja domowa


a w ogrodzie markerem kredowym malujemy kasztany we wzory :)


malowanie kasztanów czym je malować


więcej naszych kasztanowych malowideł - na naszym drugim blogu: vyspa - domek nad morzem:



twórcze zabawy z kasztanami - blog vyspa



poniedziałek, 8 października 2018

Jesienne przyjęcie w ogrodzie

Oj jak trudno było mi zebrać się do pracy w ogrodzie ostatnio,
trawnik wołał o koszenie,
krzewy o przycięcie,
kwiaty traciły już nasiona i najwyższa pora była je zebrać...

tak, zrobiłam sobie ogrodowe lato w rytmie slow, to nazbierało mi się,
kosiłam cały dzień, 700m2 trawnika, czego nikt z Gości i tak nie zauważył (pewnie gdybym nie skosiła, to by zauważyli ;) - tak to już jest ;)

pogoda była piękna, przyjęcie urodzinowo-imieninowe zbliżało się, trzeba było zakasać rękawy,
do wysprzątania domu też musiałam się zmusić,
coś chyba nie najlepiej ze mną ostatnio,
głowa całkiem gdzie indziej,
przyziemne sprawy kosztują mnie sporo wysiłku.

Ale przyjęcie udało się,
było wesoło i sportowo (badminton, rzutki) - można było spalić trochę kalorii ;)




na konkretnie upichciłam schab na zimno i koreczki z tych ciasteczek serowych, które ostatnio robiłam z dziećmi - uwielbiam ich mocno serowy smak,




do kociołka powkładałam kiełbasy, grzyby, ziemniaki, cebulkę - wyszły fajne pieczonki :)
na ciepło, z gorącą zupą z dyni, smakowały całkiem całkiem :) (do zupy z dyni dosypuję curry i białego pieprzu - polecam :)




na gorąco była też czekolada w fondue z owocami - zestaw do fondue znaleźliśmy z mężem podczas remontu w garażu tego lata (odkrycie po 14 latach, gdyż był to nasz prezent ślubny, ekhm ;)

przydał się :) dzieci zachwycone :)








na zimno i słodko była galaretka z musem brzoskwiniowym,




owoce i ciasteczka, które uwielbiam z mlekiem (są lekko gumowe, ciągnące się, przypominają trochę te z Subway'a) (przepis na naszym blogu Vyspa - domek nad morzem)




był też torcik czekoladowy z płonącą fontanną :)








bardzo miły dzień ale chyba potrzebuję trochę zwolnić,
zwłaszcza, że dziś w pracy od świtu pełna koncentracja :/
ile jeszcze dni do weekendu?
poniedziałek? ;)   

******
nasze przyjęcie jesienne w zeszłym roku - odnośnik
i dwa lata temu :) - klik

wtorek, 2 października 2018

Edukacja domowa - jak będziemy pracować w tym roku, by szybko wszystko zdać

i znów mieć wakacje :)

Dzięki edukacji domowej mieliśmy wolne od marca - 7 miesięcy balangi :) No, nie próżnowaliśmy całkiem - uczyliśmy się języków, gry na ukulele, przeczytaliśmy duuużo książek, bywaliśmy tu i tam, bawiliśmy się, a zabawa jest bardzo ważna :) - polubiliśmy ten tryb.
Pora jednak siąść do książek. Kurier przywiózł je pachnące świeżością, ładnie wydane, myślę, że mają w sobie mnóstwo ciekawostek, ekhm ;)
w każdym razie mini rogi obfitości rozdane ;)


blog o nauczaniu domowym



Jak będziemy pracować w tym roku:

  • chciałabym każdy rozdział książki od razu opracowywać w układzie: pytanie - odpowiedź (tak jest łatwiej zapamiętać co jest ważne i mniej będzie pracy przed egzaminami)
  • historię od razu będziemy przerabiać na filmiki - dzieci je lubią, opowiadają przed telefonem co jest esencją wydarzeń plus ważne daty im towarzyszące, potem w wolnych chwilach wspólne odtwarzanie, trochę śmiechu przy tym i głowa zapamięta
  • z biologii zapowiada nam się parę fajnych projektów - przejrzeliśmy książkę i już wiemy, że na pewno poczynimy jakąś komórkę w maxi skali z mitochondriami, wakuolami itd. (sama jestem po biol-chemie więc bawić się będę radośnie ;)
  • geografia w tym roku przyjemna - krainy geograficzne więc i podróży kilka trzeba będzie zrobić i filmy o Polsce pooglądać - będzie miło :)
  • matematykę trzeba będzie codziennie choć trochę
  • język mamy już niemal przerobiony z zakresu 5 klasy 
  • do informatyki zgłosił się Tatuś 😎
  • polski - lektury już przeczytane, reszta zapowiada się... może nie frapująco ale damy radę :)
Poza tym mam kilka rzeczy osobiście dla mnie ważnych:
  • chciałabym, by nauczyli się zadowolenia ze swoich wyborów - mam wrażenie, że dużo jest wśród dorosłych jakiegoś rozedrgania, niepewności co do tego co wybrać, jak działać, tak jakoś mało jest spokoju, a dużo pogoni i wątpliwości - chciałabym skupić się z moimi miłymi na cenieniu własnych wartości, ich wartości, na nauce rozpoznawania tego co sądzą i odporności na pośpieszne, fragmentaryczne i chaotyczne wpływy z zewnątrz,
  • chciałabym kontynuować naukę zadowolenia z umiaru, umiejętności powiedzenia sobie dość, tyle mi wystarczy, nie potrzebuję więcej, doceniam to, co mam,
  • chciałabym pobudzać w nich poczucie różnorodności opcji, myślenia dywergencyjnego - tego, że wiele jest dróg do rozwiązania jednego problemu - mam takie wrażenie, że trochę za dużo jest sugestii, iż zazwyczaj jedna droga jest najlepsza - chciałabym, by rośli w poczuciu, że dużo jest różnych sposobów na niemal każdy problem (nawet w matematyce, a co dopiero w życiu ;) - fascynuje mnie zagadnienie alternatywności i jestem zwolennikiem mówienia: albo tak, albo tak, albo jeszcze inaczej
  • chciałabym rozwijać w nich poczucie pokory wobec tego, że nie wiedzą wszystkiego i nie ma co wyskakiwać z ocenami ludzi, ich motywacji, sytuacji itd., że zawsze jest jakaś strona, o której nie wiedzą, coś, co ma znaczenie i rzutuje na całość, a oni do tego jeszcze nie dotarli i być może nigdy nie dotrą
  • i chcę jeszcze pielęgnować w nich ich piękną cechę - w ludziach i wydarzeniach widzą w pierwszej kolejności dobre strony - zachwycam się tym na głos więc dobrze wiedzą, mają nazwaną tę swoją miłą przypadłość, teraz tylko muszę trzymać rękę na pulsie, by nie zanikła ;) - a w nastoletnim życiu bywa różnie ;)
Takie mam plany. Pewnie po drodze dojdą do głosu jeszcze inne ale te są wiodące. 
Wszystkim życzę dobrego roku szkolnego :)

niedziela, 30 września 2018

Legoland w Danii i Dzień Chłopca


Pojechaliśmy do Legolandu - szaleństwo! :)

Ilość klocków, rozmach, pomysłowość konstruktorów, ilość atrakcji - zawrót głowy ;)

Moi Mili zachwyceni, ja ledwo żyłam, zwłaszcza po jednym rollercoasterze (a był najłatwiejszy ze wszystkich! jednak nie dla mnie te szybkie przejażdżki ;)

Plusem wrześniowej wyprawy do Legolandu jest brak kolejek i możliwość korzystania ze wszystkiego z marszu, bez czekania, minusem - brak upału :)

Choć pewnie gdybym zapytała moje dzieci jaka była pogoda - i tak nie umieliby powiedzieć - byli zbyt zajęci wszystkim wokół ;)

piękny ale totalnie szalony dzień :)
















A dziś w domu - świętujemy Dzień Chłopca :)

Jest słonecznie ale czuć, że już jesień,
zrobiliśmy sobie świąteczne śniadanie na tarasie:




więcej zdjęć i przepis na proste ciasto z malinami - na naszym drugim blogu poniżej:



przepis na ciasto z malinami i miłe jesienne śniadanie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

SUBSKRYPCJA - obserwuj bloga przez e-mail