czwartek, 7 lutego 2019

Edukacja domowa - za nami egzamin z geografii :)

Już po :)
Sporo było nauki, bo i skalowanie map, krainy geograficzne Polski ze szczegółami, elementy litologii, oceany oraz strefy klimatyczne i krajobrazowe świata, historia podroży geograficznych przez lądy i oceany, wielcy odkrywcy i ich biografie ale - tadam! i uff.... - już z głowy :))))

Cieszę się, gdyż Marco Polo w Indiach, Magellan na Pacyfiku, James Cook na Hawajach i David Livingstone w Zambezi śnili mi się po nocach :) Nie, żeby to były niemiłe sny ale chwilowo podróżowania mam dość ;)

Było też trochę perturbacji z projektami, bo akurat, gdy wpadliśmy na pomysł zrobienia makiet z papieru mache, zabrakło nam mąki ziemniaczanej więc mieszaliśmy z mokrym papierem (zblendowanym kuchennym sprzętem ;) ) wszystko, co było sypkie w szafkach (cukier puder, mąkę pszenną, skrobię) i ostatecznie, gdy te dzieła schły - zapaszek rozchodził się nieszczególny :/
Czego się jednak nie robi, by dzieci szły na egzamin w poczuciu, że w razie czego wesprą się projektami i opowieściami o nich ;)


blog o edukacji domowej egzaminy
nasze projekty z "papieru mache" ;) 


blog o nauczaniu domowym
nasz "papier mache" krok po kroku :) 



blog o nauczaniu domowym
makieta - jaskinia  



egzaminy na edukacji domowej



blog o edukacji domowej i egzaminach



jak wyglądają egzaminy na edukacji domowej



jak wyglądają egzaminy w nauczaniu domowym

Ostatecznie wszystko poszło fajnie ale stres jednak odrobinę jest, zawsze, zwłaszcza u mamy 
Zatem żegnaj geografio, do jakiegoś października ;)) 

piątek, 1 lutego 2019

Dwa szczeniaki w domu - nasze początki :)

Mija dziesiąty dzień odkąd mamy pod dachem dwa małe szczeniaczki rasy Maltańczyk :)
Jak jest?

Nasze wzloty i upadki:

- zacznę od upadków:

  • tracimy już siły na ciągłe mycie podłóg - małe lejki leją co rusz (sytuacja, mam nadzieję, zmieni się co nieco, gdy będą już po drugim szczepieniu i kwarantannie i powoli zaczniemy trening czystości w ogrodzie - oby przyszła już odwilż i zrobiło się cieplej)
  • część naszych trosk kręci się wokół tego co zjadły maluszki  (także z podłogi), czy nie bolą ich brzuszki, dlaczego kupka nie taka jak powinna być (a gdy już taka w sam raz - to radość wielka ;)
  • małe białe futerka brudzą się szybko po wdepnięciu w to i owo (po czym roztaczają woń nieszczególną) i trzeba te łapki i inne części myć (czasem kilka razy dziennie)

to tyle z ciemnej strony,
a z jasnej:

  • więcej biegamy, jeśli biegami można nazwać gonitwy z psiakami dookoła kominka - po drodze jest kuchnia, wykusz, salon i jeśli jest się cały czas pochylonym do wewnętrznej, to można się nawet nie przewrócić (szczeniaczki wywracają się na tym ciągłym niemal zakręcie non stop, przebierają przy tym łapkami w powietrzu byle tylko pozbierać się i gonić dalej i jest to wszystko przezabawne :)
  • generalnie nie da się przy nich być poważnym - co chwilę coś wymyślają (jeśli tylko nie śpią), angażują nas do zabawy (lub siebie), co w każdej wersji jest miłe dla oka (no może z wyjątkiem momentów, kiedy tarmoszą się i podgryzają, co mnie nadal trochę stresuje)
  • dużo śpią - to jest zdecydowany plus, gdyż podczas "nie - snu" jest bardzo intensywnie, potem jednak padają i robi się cicho i spokojnie ;)
  • są cudownie przytulaśne i całuśne, przy czym mają oceany cierpliwości w sobie - zwłaszcza Ola lubi je nosić na rękach, sadzać na kolankach, czesać, głaskać, a one na wszystko jej pozwalają w ilościach nieograniczonych
  • witają każdego z taką radością, jakby wrócił z dalekiej podróży, a nie ze sklepu na przykład, nie posiadają się wręcz ze szczęścia w takich chwilach - podobnie rano, po przebudzeniu
  • śpią pięknie - w okolicach 22 już głęboko zasypiają i potrafią przespać do rana, chyba, że coś je obudzi w nocy (psy we wsi na przykład), wówczas fukną kilka razy i dalej śpią (trenujemy je, by spały na podłodze, żadnego wchodzenia do łóżek)
  • generalnie staramy się je prowadzić na ciche psy - mówimy do nich spokojnie, raczej cicho, staramy się nie wyzwalać warczenia zabawkami typu przeciąganie sznurka itp., przerywamy biegi gdy któremuś wyrwie się z emocji jakieś warknięcie lub szczeknięcie, no, oczywiście zobaczymy jak nam to pójdzie ale zdecydowanie staramy się, by wychowały się na pieski łagodne, bez niepotrzebnych nerwów i ciche (oby się udało ;)
  • są dla siebie nawzajem bardzo serdeczni (z wyjątkiem chwil na tarmoszenie się ;)

Tyle na dziś,
na pamiątkę - jak nam te początki mijają :)

kilka fotek naszych M&M-sów, jak mówi na nie K. :)


blog o maltańczykach


i krótki filmik z nimi:





blog Dom nad jeziorem blog o maltańczykach i edukacji domowej
lubimy razem spać :)



małe maltańczyki blog




blog o nauczaniu domowym i psach

niedziela, 27 stycznia 2019

Zwiedzamy wystawę psów

Chcieliśmy podpatrzyć jak w praktyce wygląda przygotowanie psów do wystawy,
a ponieważ w ten weekend odbywała się akurat zimowa wystawa w Expo Silesia - więc pojechaliśmy :)

blog Dom nad jeziorem
zimowa wystawa psów


wrażeń mnóstwo :)
spędziliśmy dużo czasu na obserwacji przygotowań do konkursów, ostatnich starannych zabiegów pielęgnacyjnych i - co nas szczególnie interesowało - samego przebiegu konkurencji,
okazało się to zupełnie nietrudne: kilka przemarszów po dywanie, jeden mini bieg, chwila na stoliku, by sędzia mógł ocenić zgryz i inne szczegóły, i koniec,


blog o maltańczykach
Maltańczyki na wystawie


  Pytałam dzieci co sądzą - czy chcieliby wystawić kiedyś swoje pieski (wówczas musielibyśmy zapuszczać im fryzury - innymi słowy: zero obcinania), czy wolą taki krótki, komfortowy dla piesków włos ale wówczas nie mogłyby zakwalifikować się do wystawy -

odpowiedź moich miłych: chcą kiedyś spróbować!

zaskoczyli mnie :)
oczywiście nie wiem, czy wytrzymamy w tej decyzji - pielęgnacja włosa maltańczyków jest w istocie bardzo wymagająca, tymczasem jednak spróbujemy, odpuścimy obcinanie i zobaczymy co to będzie :)

maluszki zostały z Ciocią na czas wystawy - na pocieszenie uszyłam jeszcze jedną maskotkę ze skarpetki i dziecięcego body :)
- jak to powiedziała maja córcia: PSYRENKĘ - syrenkę dla psa :)


więcej fotek na blogu Domek nad morzem - klik

piątek, 25 stycznia 2019

Pierwsze noce z dwoma szczeniakami

 Padło na mnie - na pytanie kto śpi na dole ze szczeniakami każdy znalazł dobry wykręt tylko nie ja ;)
Sen mam czujny więc nalałam sobie lampkę wina, by budzić się tylko jeśli będzie jakaś większa draka - drobne popiskiwanie i pomiałkiwanie miało nie robić na mnie wrażenia ;)

Przetrzymałam towarzystwo do północy na zabawach i po cichu liczyłam, że zmęczeni padną. Spaliśmy do piątej a obudziłam się tylko dlatego, że jakiś wewnętrzny niepokój nie pozwalał mi na spokojny sen - bo przecież coś się musiało stać skoro jest tak cicho! Naprawdę nic się nie stało - skrzaty spały, jeden na drugim :)

Potem zrobiło się gwarnie i wesoło - dzieci zeszły na dół z pierwszymi promieniami słońca, wszyscy chcieli się bawić, jeść, pić, sikać, wszystko naraz. Intensywny poranek skończył się dla najmłodszych kolejnym sennym padnięciem, a starszaki zabrały się za lekcje.

Powoli przyzwyczajam się do nowego poziomu czujności - właściwie to uczę się nie zwracać uwagi na szczenięce naskoki, fikołki, podgryzanki, tarzanki itp. W pierwszym odruchu chciałam biec i sprawdzać, czy ktoś karku nie złamał lub ucha nie stracił ale z godziny na godzinę jestem dzielniejsza i bardziej odporna. Prawdopodobnie nic sobie nie zrobią tarmosząc się się co rusz (choć wygląda to chwilami niebłaho), muszę jednak cały czas strofować się, że moja interwencja nie nauczy ich niczego dobrego. Muszą sobie sami wypracować swoje relacje i wzajemną uważność.

Poza tym jest mnóstwo całowania, przytulania, smyranek i radości.

A dzisiejsza noc była jeszcze lepsza. Ja spałam już snem spokojnym, oni na podłodze obok twardo i nieprzerwanie do świtu, jest naprawdę dobrze. Wypominam im teraz tylko, że idea była taka, że zajmują się głównie sobą a nie mną, nami. Otóż mam przed sobą sporo pracy na komputerze, dzieci lekcje, a skrzaty co rusz zaczepiają nas, by się bawić (lub pieścić ;)

Z różnych obserwacji:
- Mela jeszcze nie łapie sensu zabawy piłeczką (dojdziemy do tego :)
- Moris jest wrażliwym obrońcą - spadła na Melę plastikowa pokrywka - to na nią naszczekał w stylu: "a spróbuj jeszcze raz to zrobić, a będziesz miała pokrywko ze mną do czynienia!"
- sikają nadal wszędzie (nasz trening czystości ma się nijak :/ )
- spalam przy tym myciu podłóg masę kalorii - więc ostatecznie mogą sobie sikać ;)
- oba kochają suszone (wędzone chyba?) ucho ze sklepu zoologicznego (choć strasznie ciężko kroi się go na małe kawałeczki) - przy tym naskakują najpierw na nie jakby to była żywa zdobycz (wyglądają przekomicznie :)))
- Mela jest typem gaduły (chodzi i coś tam sobie mruczy), Moris jest cichy (odzywa się tylko w wyjątkowych sytuacjach)

Cudni są :)



Tak śpią:

blog Dom nad jeziorem

nasze Słoneczka :)

blog o szczeniaczkach


piękny dzień :)

środa, 23 stycznia 2019

Poznajcie Mélody :)

Od dziś jest z nami jeszcze jeden Maltańczyk: dziewczynka Mélody (FCI ZKWP)

Mela jest ciut młodsza od Morisa ale przyjęta została przez niego ciepło, z buziaczkami :)

blog o edukacji domowej
nasze dwa Maltańczyki :)

Teraz Mela śpi - dzień był intensywny, pełen wrażeń: była i podróż samochodem i szalone powitanie, gonitwy z przewrotkami, poznawanie nowych kątów, nowej miseczki, wszystkiego.

Cieszymy się bardzo, że z nami jest. Motywacja, by zaprosić do naszego domu jeszcze jednego maltusia była taka, że Maltańczyki to rasa bardzo przyjacielska ale tym samym bardzo źle znosząca samotność i długie wyczekiwanie na domowników. Będąc w domowej edukacji bardzo dużo czasu spędzamy w domu ale, jak to w życiu, bywają sytuacje, kiedy wybieramy się gdzieś (a nie zawsze można pieska ze sobą zabrać). Teraz będą we dwoje, będą szaleć i dodawać sobie otuchy i jeśli będziemy mieli potrzebę gdzieś pojechać - czas im bez nas będzie mijał szybciej i weselej.

Przed nami noc, ciekawe jaka będzie ;) K. śmieje się, że to imię: Mélody - oby nie przyniosło zbyt wielu nocnych melodii ;) Moris od dwóch dób przesypiał już całe noce - teraz pewnie się to zmieni :/ C'est la vie!

czwartek, 17 stycznia 2019

Poznajcie Morisa

   Pojawił się u nas mały Ktoś.
Nie zapełnia miejsca po Kici, po Raselu, ich miejsca w naszych sercach należą na zawsze do nich, pełne wspomnień o ich cudownych charakterach, o pięknych chwilach, które nam dali, przeżyciach i wzruszeniach.

Moris jest rozrabiaką, szczeniaczkiem, słodką małą puchatą kulką, która liże nas na okrągło, sika co chwilę, przewraca się podczas biegania i czaruje swoimi wielkimi pięknymi oczami




  Dzieci zakochane w małej istotce próbują swych sił w tresurze ale tymczasem wszyscy polegamy na tym polu - maluch jest słodyczą z tycimi kłującymi ząbkami, tak we wszystkim nieporadny, że śmiejemy się  co chwilę i odpuszczamy przewinienia oraz to, że niewiele nam wychodzi z treningów. Jeszcze będzie czas. Powolutku uczy się przychodzenia na komendę 'Do mnie!', oswaja się z imieniem i że wypadałoby na nie reagować, aportuje wtedy kiedy chce, podobnie z oddawaniem zabawki. Krok po kroczku a dojdziemy i do tego :)

Tato przywiózł nam ręczniki papierowe i pyta ile razy jest kałuża: "6?"
Ja się śmieję i odpowiadam, że 16 dziennie jak nie więcej ;)

chodzę i wycieram,
i muszę to robić szybko, bo ta czynność jest tak fascynująca dla małego skrzata, że urywa mi kawałki papieru z dłoni i ucieka, "mymla" potem i wypluwa lub nie, więc biegnę do niego i proszę o zwrot - ach, z tym braniem z podłogi to osobna historia! wszystko zbiera mały odkurzacz, każdą drobinę a ja trzęsę się nad jego młodziutkimi jelitami (on nie wie co można jeść a co nie) więc kucam milion razy dziennie i podnoszę wszystko - dawno nie miałam tak zlustrowanej podłogi!

Jest Maltańczykiem, 15-sto tygodniowym przedstawicielem jednej z najstarszych ras psów, sięgającej swą historią starożytnego Egiptu. Patrzę na niego, na jego nawyk gramolenia się na kolana, kiedy tylko ktoś przykucnie lub klęknie i od razu układania się w kulkę i lizania palców - i śmieję się na myśl, że z tym nie wygramy - geny ćwiczyły to 5 tys. lat :) Maltańczyki niemal od zawsze były psami do towarzystwa. Patrzy na mnie zasłuchany gdy coś mówię, leciutko przechyla głowę a minę na przy tym tak skupioną i uroczą, że wzruszam się nieodmiennie i pytam żartem: "ile to twoje DNA musiało już języków opanować? ilu historii wysłuchać i ile min i spojrzeń wyćwiczyć, by odpowiednio reagować, ze zrozumieniem, wsparciem i pokrzepieniem?".

Tak sobie żartuję oczywiście, każde szczenię jest słodkie i zachwycające, po prostu fascynuje mnie jak może wpłynąć na takiego malca dziedzictwo wielu tysięcy pokoleń "piesków - towarzyszy", one nie polowały, nie stróżowały, nie tropiły zwierzyny, nie pilnowały stada, one pocieszały, wspierały, "rozmawiały", dodawały otuchy.

Zobaczymy na jaką osobowość nam nasz maltuś wyrośnie - tymczasem nie odstępuje nas na krok, towarzyszy przy każdej czynności, biega, podskakuje, a potem nagle pada i zasypia natychmiast, jak dziecko. Pośpi 15 minut, pół godziny, po czym jest jak młody bóg, znów gotów do wszystkiego z największym entuzjazmem i radością. Jest promyczkiem szczęścia, jest cudowny :)

Moris:
Ojciec Hubertus Gra-Afra (FCI, ZKWP) (tata jest znad morza :)
Mama Jina Tockania (FCI, ZKWP)







wtorek, 15 stycznia 2019

Śnieg i kłopoty

Ależ sypie! I mroźno i ślisko.
Dziś wracając z pracy zatrzymałam się na skrzyżowaniu, moment i auto z lewej wpadło w poślizg i we mnie - bum!
znowu...
tym razem, doświadczona poprzednią stłuczką, potrafiłam na spokojnie, rzeczowo, podyktować winowajcy oświadczenie,
życie uczy,
szkoda tylko, że te nauki kosztują tyle stresu,
eh,
znów blacharz, znów zmartwienia,
"no i tyle mi pan narobił kłopotu..."
"no przecież nie celowo"

no, nie celowo ale kłopot jest :/

... huhu ha... taka zima zła...

przede mną domowe dni i wieczory, z dziećmi,
z lekturą pewnie,
zasypani śniegiem, żyć będziemy pomaleńku,
bez autka :/


sobota, 12 stycznia 2019

Śnieżne szaleństwo - nasze ferie w Zakopanym

Z Nowym Rokiem wystartowaliśmy na sportowo, w Zakopanym :)
Piękna zima, słońce, mróz i dzwoneczki sań :)

blog Dom nad jeziorem


i śnieg - ogrom śniegu!


dom nad jeziorem




dom nad jeziorem




dom nad jeziorem




blog dom nad jeziorem




edukacja domowa blog


W tym roku przypada 80 lat kolejki na Gubałówkę,
z tej okazji po godzinie 16-tej cała mieni się iluminacjami, jest bajkowo w całym Zakopanym, ale na górze szczególnie :)


Ferie w Zakopanym


warto przejechać się kolejką wieczorową porą, dla dzieci wielka atrakcja, dla dorosłych również :)


blog o nauczaniu domowym ferie




edukacja domowa blog ferie


Gdzie na sanki w Zakopanym?


     Polecamy zadbane (i płatne: 5 zł za godzinę) stoki obok Wielkiej Krokwi - korzyść jest taka, że za bramkami można już do woli korzystać z dużego wyboru sanek (szczególnie polecamy wybrać się tam, gdy ktoś planuje zakup, a dzieciaczek nie potrafi zdecydować się na model - tam, obok Wielkiej Krokwi, może wypróbować chyba wszystkich dostępnych na rynku :)
Nasi bawili się przednio: "Jeszcze na takich nie jechałam! i na takich! ;) "


blog o nauczaniu domowym


W odległości spaceru od Krupówek polecamy także oślą łączkę pod Lipkami (od ulicy Stolarczyka lub od Kasprusi) - wspaniała zabawa, jeśli sanki nie mają płóz (śnieg na tych stokach nie jest ubijany) - chwalimy sobie wówczas bardzo płaskie sanki typu deski zjazdowe - suną nawet po puchu (nawet pod ciężkimi rodzicami w duecie! :)))


blog o edukacji domowej




blog o edukacji domowej


Duuużo pozjeżdżaliśmy, naspacerowaliśmy się i nasyciliśmy zimą po pachy ;)
Jeśli ktoś szuka miejsc na sanki dalej od centrum - warto spróbować na Rusinowej Polanie i Kalatówkach.


ferie w Zakopcu


Widok na Krupówki z naszego balkonu:


blog o nauczaniu domowym


Zima piękna w tym roku :)

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Have a good year!

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
Życzymy, by był pełen niezapomnianych chwil, nadziei i spokoju.




Jedziemy w góry :)

środa, 26 grudnia 2018

Nasze Święta w obiektywie

Rodzinny czas, odwiedziny, rozmowy ale też chwile na lekturę,
znalazłam takie piękne zdanie:


blog Dom nad jeziorem


i cieszę się, każda cząstka mnie cieszy się, że właśnie takich ludzi mam obok siebie...


blog Dom nad jeziorem




blog Dom nad jeziorem




blog Dom nad jeziorem


są, rozświetlają każdy dzień,
i pomagają :)
w sprawach wielkich i małych,

jak przy krzesłach na przykład -
latem przemalowaliśmy je razem na biało,
jesienią uszyliśmy im koszulki,
na Wigilii gratulowaliśmy sobie jakie wyszły odświętne ;)


blog Dom nad jeziorem




blog Dom nad jeziorem


Dziękuję za ten dom i za tych Moich Miłych każdego dnia...

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Wigilia


Płyną świąteczne chwile,
kończymy przygotowania, zaraz pojedziemy na cmentarz,
wieczorem wraz z Gośćmi zasiądziemy do Wigilii,

życzymy, by te świąteczne dni 
mijały Wam w zdrowiu i spokoju...











piątek, 21 grudnia 2018

Dekorujemy dom na Święta i pieczemy dietetyczne pierniczki



Za nami pieczenie i dekorowanie pierniczków oraz realizacja pomysłu, który chodził za nami już od jakiegoś czasu - do czego wykorzystać obcięte jesienią gałęzie naszej rozrośniętej wierzby krzaczastej (łoziny)?
- pomalowaliśmy część z nich na biało i zamocowaliśmy pod sufitem :)




wyglądają całkiem ciekawie,
ze światełkami i minimalistyczną ilością ozdób - świątecznie :)




Pierniczki zrobiliśmy light - z ziemniakami, na ksylitolu zamiast cukru i z dodatkiem mąki gryczanej, która ma mniej kalorii niż sama pszenna. Gdyby ktoś miał ochotę - przepis umieściliśmy tutaj. 



przepis na dietetyczne pierniczki z ziemniakami

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

SUBSKRYPCJA - obserwuj bloga przez e-mail