niedziela, 2 września 2018

O edukacji domowej

Przed nami kolejny rok edukacji domowej :)

- co nam dał poprzedni?
- czego nas nauczył?
- jak zmienił nasze życie?

Pierwsza odpowiedź, jaka mi przychodzi na myśl to: oswobodzenie się z odgórnie narzucanych rygorów: wczesna pobudka, spakowany plecak (a w nim przepisowy strój na wf, wybrane przez system książki itd.), sztywny tryb lekcyjny (6 lub 7 razy po 45 minut z krótkimi przerwami w ogólnym hałasie i pośpiechu), popołudnia nad pracami domowymi i narzuconymi przez innych projektami. Spanie i od początku, przez 5 dni, weekend i znów, koszary.

Więc tego nie ma - jak i nie ma podobnych nakazów ("nie zaczyna się zdania od 'więc' " ;) )

Edukacja domowa to nasze życie... trochę  jak w podróży - "raz na Bali, raz na Bora Bora"- podobnie jak Neli - tyle, że z mniejszym rozmachem i bardziej stacjonarnie. Choć chyba Nela nie jest najlepszym przykładem (jej czas organizuje pewnie sztab fachowców). My mamy wolność wyboru, podążanie za własną ciekawością, pasjami, talentami. Nie ma nikogo, kto by nam cokolwiek narzucał.

Czy ja krytykuję nadzór i dyscyplinę? Ja traktuję nadzór i dyscyplinę jako opcję. Sam fakt, że porządkowała i porządkuje życie wielu ludziom, nie znaczy, że jest opcją jedynie słuszną. Piękną rzeczą w życiu bez zewnętrznej kontroli są narodziny wewnętrznej kontroli. Zewnątrzsterowność ustępuje miejsca wewnątrzsterowności. Uświadamianiu sobie różnych rzeczy o sobie: jak mi się najlepiej uczy, kiedy mi się najlepiej uczy, z czego chciałbym być bardzo dobry, co mnie porywa, co mnie nudzi, kim chciałbym być, jak chciałbym żyć.

Mój dzisiejszy post to oda do wolności. Zachwycam się nią, szczególnie dziś, u progu nowego roku szkolnego, który zaczniemy bez akademii w galowych mundurkach.

Ja co prawda o świcie będę już w pracy ale to ja wybrałam sobie taki styl. Pracuję dużo ale w godzinach, które sama wybieram. Wiem, że nie zawsze się tak da, nie chcę tym postem nikogo urazić, różnie w życiu bywa, mam wiele szacunku i pokory wobec wszystkich i wszystkiego - jedynie piszę, iż cieszę się i wdzięczna jestem losowi, że mogę. Nie wiem czy kiedyś życie nie zmusi mnie do pracy trudniejszej i w pełni kontrolowanej przez innych - tym bardziej cieszę się każdą chwilą, którą teraz mamy.

Cieszę się, po prostu się cieszę. Nie chełpię się, nie nadymam. Po prostu cieszę. I dziękuję życiu, Polsce, czasom, które nadeszły - że mogłam przejść z dziećmi na ed.


nauczanie domowe


Trochę więcej o edukacji domowej oraz moje poglądy pedagogiczne opisałam tutaj.

18 komentarzy:

  1. Zawsze zastanawiałam się czy w edukacji domowej są egzaminy testy? Lub idac do jakiejś szkoły wyższej jakieś testy? Jak to wygląda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Edukacja domowa obejmuje swym zakresem szkołę podstawową i liceum - w każdym jednak momencie roku szkolnego można wrócić do tradycyjnej szkoły. W szkołach wyższych są inne zasady. Co do egzaminów - są raz w roku - po prostu trzeba opanować podstawę programową z każdego przedmiotu i ją zdać (egzaminy są dwa: pisemny i ustny). Można już w listopadzie, można też później, na przykład w maju czy czerwcu. My w zeszłym roku zrobiliśmy sobie maraton kilkudniowy i wszystko zdaliśmy na początku marca - tak że od 10 marca mieliśmy wakacje. W tym roku planujemy rozbić sobie trochę przedmiotów i część zaliczyć w okolicach listopada / grudnia, część w lutym, by mieć dużo wolnego. Poza tym języki czy instrumenty ćwiczymy codziennie przez cały rok - ale to tak dla siebie, bez egzaminów. Tak to wygląda w skrócie. Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. Zapomniałam dodać - pod koniec roku szkolnego dostaje się normalne świadectwa, a ewentualne egzaminy wstępne na uczelnie wyższe zdaje się tak samo, bez wyjątku. Chyba, że ktoś ma jakieś udokumentowane szczególne osiągnięcia ale ich ocena pod kątem dostania się na uczelnię wyższą bez egzaminów leży już w gestii rektora.
      Miłego tygodnia :)

      Usuń
  2. też myślę, że taka ED to fajna opcja dla tych którzy są w stanie swoje dzieci uczyć bo nie czarujmy się ale nie każdy by podołał i nie z dzieckiem w każdym wieku.

    Tylko trochę mnie zastanawiam jak Twoi milusińscy kiedyś będą sobie radzili w relacjach społecznych z rówieśnikami wychowanymi niestety w musztrze szkolnej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że miałam podobne przemyślenia. Czy będą przygotowani na tzw. 'trudy wrednego życia' ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem nieskromnie, że wierzę, że oni będą rzeźbić lepszy świat - oni i im podobni: spokojni, opanowani, zadowoleni z tego co mają, doceniający, szczęśliwi, empatyczni, łagodni, rozsądni, zrównoważeni ........ lista jest długa, bo za niczym nie gonią, nie porównują się, nie mają głodu konsumpcji wszelakiej, są wypoczęci, chętnie podejmują wyzwania, mają dużą wyobraźnię, czas na wszystko, taką ilość bodźców, na jaką mają ochotę, nie toną w hałasie, nikt się na nich nie wyżywa z powodu złego humoru, presji, zmęczenia, agresji, kompleksów, zaburzeń, pośpiechu i nie wiadomo czego jeszcze - a jednocześnie, ponieważ ja pracuję z różnymi trudnymi osobami, także rannymi na różne sposoby, to opowiadam im jak to bywa i rozmawiamy jak by tu można pomóc. Znają trochę życie. Nie są zahartowani w boju, są dobrzy z teorii, ale nie uważam, by dzieciństwo służyło do hartowania na polu walki. Są ludźmi pełnymi dobra, humoru, spokoju i wiedzy. Będą silni siłą mocnych fundamentów. Odporni odpornością zdrowej psychiki. Poza tym myślę, że wcześniej czy później będą mieli ochotę wrócić do szkoły, więc nic "straconego". Ale wtedy - mam nadzieję - będą już umieli spojrzeć na trudnych ludzi z większym dystansem i zrozumieniem.

      Usuń
    2. pięknie napisane! Skopiowałam dla siebie do notatnika :)

      Usuń
    3. :) bardzo mi miło :)

      Usuń
  4. Tych co znam w ed to są lepiej przystosowani spolecznie niz ci szkolni. Wszak maja wieksze kontakty niz tylko szkolne i w domj nie są zamknięci na klucz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta wolnosc mnie w ed bardzo cieszy i o wiele szersze mozliwosci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoła jest pełna rozkazów (przysiady na rozkaz, fikołki na rozkaz, występy na rozkaz, repertuar na rozkaz, uśmiech na rozkaz, sikanie też niemal na rozkaz, bo w trakcie 5 minutowej przerwy, podczas której trzeba spakować plecak, przejść z klasy do klasy, napić się czegoś i zjeść i jeszcze załatwić potrzeby toaletowe - pytam kiedy?) - szkoła uczy słuchania rozkazów. Ja ich uczę jak nie słuchać rozkazów. Jak słuchać rozsądku. I serca. Mają taką szkołę "na opak" :)

      Usuń
    2. Czyli mają prawdziwą szkołę życia! :)

      Usuń
  6. Witaj!
    Oglądałam reportaż o takiej rodzinie, która uczyła swoje dzieci sama. Całkiem mądrze prowadzone zajęcia, duża wiedza rodziców.
    Tylko, jak to jest z ta systematyczności, rygorem? wiadomo własnym dzieciom czasem się "folguje, odpuszcza".
    Buziaczki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też czasem sobie folgujemy i odpuszczamy :) Bywają też takie dni, zwłaszcza gdy coś dzieci wciągnie, zafascynuje, kiedy uczymy się dłużej, do syta :)
      Serdeczności!

      Usuń
  7. Czytam i jaśnieję. porywający wpis.
    Pracuję obecnie w szkole niepublicznej i są tu inne możliwości, inne rozwiązania i z jednej strony to duże wyzwanie, ale też radości i satysfakcji więcej.
    Inspiruję się tym, co robicie, ale to już kiedyś pisałam :)
    Twoje dzieci mają szczęście, że mają rodziców- pasjonatów, twórczych, dzięki którym edukacja może być przygodą :) To też hasło, które przyświeca nauczycielom w mojej szkole. Staramy się!!!
    Życzę Wam kolejnego pięknego, mądrego i pełnego przygód roku :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tyle pięknych słów! Jest mi przemiło :)
      I ja wzajemnie życzę, by był to dobry rok, pełen twórczej, wspaniałej atmosfery w pracy i w życiu.
      Dużo serdeczności ślę! :)))

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

SUBSKRYPCJA - obserwuj bloga przez e-mail