Subskrybuj:

piątek, 25 stycznia 2019

Pierwsze noce z dwoma szczeniakami

 Padło na mnie - na pytanie kto śpi na dole ze szczeniakami każdy znalazł dobry wykręt tylko nie ja ;)
Sen mam czujny więc nalałam sobie lampkę wina, by budzić się tylko jeśli będzie jakaś większa draka - drobne popiskiwanie i pomiałkiwanie miało nie robić na mnie wrażenia ;)

Przetrzymałam towarzystwo do północy na zabawach i po cichu liczyłam, że zmęczeni padną. Spaliśmy do piątej a obudziłam się tylko dlatego, że jakiś wewnętrzny niepokój nie pozwalał mi na spokojny sen - bo przecież coś się musiało stać skoro jest tak cicho! Naprawdę nic się nie stało - skrzaty spały, jeden na drugim :)

Potem zrobiło się gwarnie i wesoło - dzieci zeszły na dół z pierwszymi promieniami słońca, wszyscy chcieli się bawić, jeść, pić, sikać, wszystko naraz. Intensywny poranek skończył się dla najmłodszych kolejnym sennym padnięciem, a starszaki zabrały się za lekcje.

Powoli przyzwyczajam się do nowego poziomu czujności - właściwie to uczę się nie zwracać uwagi na szczenięce naskoki, fikołki, podgryzanki, tarzanki itp. W pierwszym odruchu chciałam biec i sprawdzać, czy ktoś karku nie złamał lub ucha nie stracił ale z godziny na godzinę jestem dzielniejsza i bardziej odporna. Prawdopodobnie nic sobie nie zrobią tarmosząc się się co rusz (choć wygląda to chwilami niebłaho), muszę jednak cały czas strofować się, że moja interwencja nie nauczy ich niczego dobrego. Muszą sobie sami wypracować swoje relacje i wzajemną uważność.

Poza tym jest mnóstwo całowania, przytulania, smyranek i radości.

A dzisiejsza noc była jeszcze lepsza. Ja spałam już snem spokojnym, oni na podłodze obok twardo i nieprzerwanie do świtu, jest naprawdę dobrze. Wypominam im teraz tylko, że idea była taka, że zajmują się głównie sobą a nie mną, nami. Otóż mam przed sobą sporo pracy na komputerze, dzieci lekcje, a skrzaty co rusz zaczepiają nas, by się bawić (lub pieścić ;)

Z różnych obserwacji:
- Mela jeszcze nie łapie sensu zabawy piłeczką (dojdziemy do tego :)
- Moris jest wrażliwym obrońcą - spadła na Melę plastikowa pokrywka - to na nią naszczekał w stylu: "a spróbuj jeszcze raz to zrobić, a będziesz miała pokrywko ze mną do czynienia!"
- sikają nadal wszędzie (nasz trening czystości ma się nijak :/ )
- spalam przy tym myciu podłóg masę kalorii - więc ostatecznie mogą sobie sikać ;)
- oba kochają suszone (wędzone chyba?) ucho ze sklepu zoologicznego (choć strasznie ciężko kroi się go na małe kawałeczki) - przy tym naskakują najpierw na nie jakby to była żywa zdobycz (wyglądają przekomicznie :)))
- Mela jest typem gaduły (chodzi i coś tam sobie mruczy), Moris jest cichy (odzywa się tylko w wyjątkowych sytuacjach)

Cudni są :)



Tak śpią:

blog Dom nad jeziorem

nasze Słoneczka :)

blog o szczeniaczkach


piękny dzień :)

8 komentarzy:

  1. Są takie, słodkie i urocze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. masz dokładnie te same stresy co moja siostra jak wzięła 2 kociątka. Lały się niemożliwie od samego początku i gryzły i łapały zębami za karki ale ona też dzielnie udawała, że jej to nie rusza bo one po prostu walczyły o to kto będzie szefem w domu no i uczyły sie na ile można sobie pozwolić. Zresztą to jest też forma zabawy po prostu. Prędko wyuczyły sie ile można a ile już nie i teraz mają po 6 czy 7 lat i nadal czasem ganiają się po mieszkaniu ale nigdy sobie nie zrobiły żadnej krzywdy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Biała słodka kulka- miód dla serca, uwielbiam psiaki dają tyle dobra nie biorąc wiele dla siebie. pozdrawiam asia

    OdpowiedzUsuń
  4. Walczą jak moje koty, czasem mam stres, bo trudno mi przywyknąć do takiej formy zabawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mają swoje sprawy, swoje sposoby załatwiania ich, dla mnie tylko najważniejsze, by sobie krzywdy nie zrobiły. Tymczasem wszystkie spięcia kończą się szybko i bez strat :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

SUBSKRYPCJA - obserwuj bloga przez e-mail